środa, 17 grudnia 2014

Człowiek podobny całkiem do nikogo



Człowiek podobny całkiem do nikogo

Ziębicki wiec polityczny Maxa Gruschwitza, redaktora anarchosyndykalistycznej Die Tribune zwrócił uwagę nie tylko zwolenników myśli politycznej wrocławianina. Wśród słuchaczy i rozmówców znalazł się także człowiek, który wtedy, tj. w 1920 znany był miejscowej ludności jako dziwak o skłonnościach homoseksualnych, bardzo religijny, niezbyt zamożny ale nad wyraz uprzejmy. Określany był potocznie jako Ojczulkek Denke. Pięćdziesięcioletni wówczas Karl znany był zarówno Ziębiczanom, jak i Wrocławianom jako solidny rzemieślnik wytwarzający mocne skórzane paski i rzemienie, ale przede wszystkim jako dostawca smacznego i niedrogiego specjału.

To właśnie we Wrocławiu miał największy zbyt na swój rarytas. Peklowane mięso, świetnie przyrządzone, zapakowane w słoje. Idealne do podgrzania, doskonałe na obiad dla całej rodziny. Sprzedawał je wszędzie, jednak najczęściej w Markthalle II przy Friedrichstrasse.

Całkiem możliwe, że wśród klientów hali był również Max Gruschwitz który podobnie jak setki innych wrocławian szukał towaru dobrego i przyjaznego kieszeni. Przyjmując, że Karl Denke sprzedawał swoje mięso w półkilogramowych słojach, mógł przywieźć do Breslau nawet 4000 sztuk swojego specjału, do tego dobrej jakości mydło i niezawodne precjoza kuśnierskie.

 

"Adolf, ty tłusty bebechu"

 

Człowiek dusza, nie dość że o mały włos jedno z magicznych słów nie tworzyło jego nazwiska, to zawsze był taki uczynny. Nie odmówił noclegu nikomu, ani stolarzowi Heinrichowi Bruchmannowi, ani Franzowi Neissowi - robotnikowi na dniówki ani krawcu Johannowi Klose, całkiem możliwe dalekiej rodzinie znanego piłkarza. Nie odmówił czterdziestu innym potrzebującym schronienia. Jednak wydarzenia sprzed osiemdziesięciu lat i zaproszenie do swojego domu Vincenza Oliviera który poprzednią noc z 20 na 21 grudnia 1924 spędził pod dachem schroniska  Herberge zur Heimat miały na zawsze zmienić oblicze Ziębic, Breslau i zwyczajów kulinarnych Ślązaków.

Vincenz który od dawna już był bezdomnym, wyjętym spod prawa za brak dachu nad głową i włóczęgostwo, z wielką radością przyjął zaproszenie nobliwego pana z brodą. Nie dość że mógł spędzić u niego noc, ten zaproponował mu  zapomogę w wysokości 20 fenigów. Kto by nie skorzystał z takiej okazji. Miał tylko jedną prośbę. Pomoc w napisaniu listu do brata. Pierwsze słowa które Karl skierował do braciszka były nad wyraz serdeczne. „Adolf, ty tłusty bebechu”. Chwilę po tym jak je wypowiedział zadał cios w kark Vincenza. Jednak zbyt słabo i niedokładnie. Nie udało mu się po raz 41 zapełnić po brzegi półkilogramowych słojów, zrobić nowych pasków i wytopić z kości doskonałego mydła. Nie udało mu się również opowiedzieć swojej historii która mogła by stać się kanwą filmu grozy. Powiesił się  na jednym ze swoich skórzanych pasków w celi ziębickiego aresztu.

 

 

 

Ujawnione przez śledczych fakty, przerażające znaleziska w tym 420 zębów ludzkich, sterty kości, zapasy mydła i mięsa w słojach błyskawicznie dotarły do Breslau. Czas stanął w miejscu. Ilu z mieszkańców metropolii zajadało się w ostatnich latach przysmakami Karla Denke ?

Czy byłem wśród nich ? zastanowił się Max Gruschwitz. Nie był pewien, jednak z całą pewnością przypomniał sobie swój wiec w Ziębicach i niezwykle serdeczne zaproszenie darmowego noclegu przy  Teichstrasse pod numerem 10. Od ujawnienia zbrodni minął rok kiedy to w styczniu 1925 roku, na łamach Die Tribune ukazało się wspomnienie redaktora o swojej szczęśliwie zakończonej agitacji w Ziębicach. 

 

 

 

Breslau na długo stało się miastem wegetarian, nie jedna firma mięsna splajtowała. Policja miasta Breslau szybko jednak uciszyła medialny szum wokół ludzkiego mięsa w słoikach a prasa lewicowa upatrywała w tej aktywności  jedynie chęć zajmowania się „sprawami politycznymi, rozbijaniem ruchu związkowego i śledzeniem działaczy komunistycznych".

 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz