wtorek, 5 listopada 2013

Dwudziesta druga część wrocławskiej opowieści



    część dwudziesta druga

     Pustą ulicę otaczały kamienice, które będąc niemymi świadkami wydarzeń wydawały się odwracać wzrok od tego co się stało przed chwilą. 
     Oparty jedną ręką o laskę a drugą o czerwony gmach wieży stał starszy człowiek. Nienaturalnie usztywnione ciało pochylone było nieznacznie do przodu z kącika ust płynęła cienka strużka śliny a z przymkniętych oczu przeciskała się łza. 
     Dopadł starca tak szybko jak tylko mógł.
- już biegnę do szpitala, może nie jest jeszcze za późno! powiedział zdenerwowanym głosem, nie pytając i wykazując zdziwienia.
- widzę że miejski telegraf działa bez zarzutu powiedział starszy człowiek siląc się na uśmiech. Nie trudź się, nie ma już odwrotu, to wyjątkowa trucizna. Zostań przy mnie, proszę,
- co to było? 
- jad. Jad węża spotykanego tylko na Nowej Gwinei, miejscowi lekarze nie znają na niego surowicy, zostań proszę... powiedział urywanymi strzępami słów - muszę ci coś powiedzieć. Nachyl się bliżej czuję że trucizna zaczyna paraliżować mi język, coraz trudniej słowa przybierają zrozumiały kształt. 
     Pochylił się nad starszym człowiekiem jednocześnie rzucając spojrzenia w kierunku szpitala, wypatrując czyjejś pomocy.
Schwerin Strasse 25 mieszkania 5 zapamiętaj ten adres, to jest moje mieszkanie tam pod biurkiem w podłodze mojego gabinetu znajdziesz skrytkę w której schowane są klucze do drugiego mieszkania, adres zapisany jest na kartce...złapał ciężko powietrze i spojrzał w górę jak gdyby zawołany przez kogoś chciał odpowiedzieć. - nie mam dużo czasu, dodał po chwili, złóż w moim imieniu w kościele Macieja ofiarę, ja już się pogodziłem, wyznałem wszystko Temu który i tak wszystko wie, idź i uważaj na siebie! mówiąc ostatnie słowo zamkną oczy i wypuścił z ręki hebanową laseczkę. Ciało bezwładnie osunęło się na chodnik.
     Natychmiast wziął starca w ramiona, uniósł go z niemałym trudem i po chwili przekroczył próg szpitala. 
-Szybko! on kona 
     Dyżurujący lekarz nie krył zdziwienia widząc dwóch Niemców w swoim szpitalu. Natychmiast kazał położyć mężczyznę na łóżku i przystąpił do badania
- A teraz proszę już wyjść i poczekać na korytarzu, powiedział pan już wszystko, zobaczymy czy nie jest za późno
     Wyszedł wolnym krokiem, zdał sobie sprawę że dręczące go przeczucie które odczuwał wraz z  mroźnym powietrzem świdrującym jego nos właśnie uleciało. Oczekiwanie na nowinę właśnie się zakończyło, poczuł ulgę jednocześnie nie będąc pewnym dlaczego. Właśnie na jego rękach  umierał człowiek. Powinien czuć przygnębienie i niepokój. Od kiedy pamiętał zawsze będąc świadkiem śmierci człowieka apatyczność i przygnębienie nie opuszczały go przez dłuższy czas
- zaraz będzie tu gestapo, pomyślał, nie mam czasu do stracenia, i tak nic nie mogę już zrobić.
     Schwerin Strasse znajdowała się niedaleko dlatego natychmiast postanowił odwiedzić mieszkanie swojego przewodnika po okrutnym świecie wyznawców zła. 
     Zachowując wszelkie środki ostrożności przekroczył próg kamienicy. Obszerna klatka schodowa i bogato rzeźbione drzwi wskazywały na zamożność mieszkańców tej części miasta. Drewniane schody skrzypiały przy każdym kroku. 
     Ostrożnie otworzył drzwi mieszkania. Ciemność wnętrza i tajemniczość rycin wiszących na ścianach potęgowały zmysły które jak na życzenie wyostrzyły się do granic własnych możliwości. Porządek jaki panował w mieszkaniu staruszka był imponujący, każdy przedmiot wydawał się być ambasadorem jednego miejsca, nic nie zostało postawione przez właściciela bez znaczenia, maski i totemy wiszące na ścianie również tworzyły misternie zaprojektowaną całość. Dębowe ciemne meble bogato inkrustowane prezentowały się niezwykle okazale. Z pośród wszystkich pomieszczeń tego dużego mieszkania tylko jedna para drzwi była zamknięta. 
     Pod mocnym uściskiem dłoni klamka poddała się ukazując przestronne wnętrze gabinetu starszego człowieka. Wszedł do środka, zapalił lampkę stojącą na  biurku. Barwny abażur malowany w egzotyczne wzory rzucił nieco zniekształcone światło.  
     Tuż przy fotelu stała oparta o zgłówek laska ze srebrną rękojeścią w kształcie węża. Stuknął kilka razy w podłogę tuż pod biurkiem, dokładnie tam gdzie zazwyczaj spoczywają stopy. Precyzyjnie,  w miejscu wyznaczonym przez właściciela mieszkania klepki drewnianej podłogo zadudniły głucho.
     Skrytka była niewielka, na tyle jednak duża aby bez problemu ukryć klucz i kilka dokumentów, które skwapliwie schował za pazuchę swojego płaszcza. 
     Stanął jeszcze na chwilę, przeciągłym spojrzeniem starał się zapamiętać panoramę pokoju. Po chwili był już na schodach, tym razem klatka schodowa była dokładnie oświetlona, a na schodach naprzeciw drzwi  mieszkania numer 5 stał wysoki mężczyzna z uśmiechem który nie zapowiadał nic dobrego...
     Odruchowo chwycił mocno rękojeść rewolweru który trzymał w kieszeni płaszcza i jak gdyby nigdy nic zamknął drzwi mieszkania
-dobry wieczór! powiedział nad wyraz uprzejmie czym przyprawił mężczyznę w osłupienie
- dobry albo nie dobry, zobaczymy, powiedział mężczyzna dodając że wieczór dopiero się zaczął i właśnie z nim chciał go spędzić w jakimś ustronnym miejscu
- bardzo pana przepraszam ale bardzo się śpieszę, rzucił na odczepnego 
     Po chwili mężczyzna był już przy nim przyciskając go do ściany. Nóż zaiskrzył stalowym ostrzem tuż nad jego uchem. 
- idziemy! powiedział 
     W tym samym momencie klatkę schodową rozerwał huk wystrzału, ciało osunęło się wolno a na twarzy rysował się grymas bólu. Zbiegający po schodach mężczyzna dopadł drzwi wyjściowych, spojrzał w kierunku Hohenzollern Strasse i szybkim krokiem udał się w kierunku Augustastrasse...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz