środa, 9 października 2013

Dziewiętnasta część wrocławskiej opowieści



część dziewiętnasta

     ...  Po powrocie z autostrady sunęli ulicami miasta powoli kładącego się spać. Strasse der SA zrobiła na nim ogromne wrażenie. Bogactwo detali na kamienicach ciągnących się wzdłuż szerokiej alei co chwilę przykuwało uwagę, wytężał wzrok aby dostrzec drobne balkoniki i misternie rzeźbione figurki ozdabiające dawną Kaiser Wilhelmstrasse.  Tuż obok pomnika Moltkego dostrzegł znajomego taksówkarza który starał się usunąć usterkę swojego samochodu, wyraźnie poirytowany unieruchomieniem pojazdu gestykulował i krzyczał na silnik który odmówił mu posłuszeństwa, jak gdyby groźbami chciał go zmusić do dalszej pracy. 
     - wspaniała okolica, powiedział - muszą tu mieszkać bogaci ludzie
     - bogaci i szczęśliwi, odparł Paul - niech ich szlag ! pojechali by do biedoty zachodnich dzielnic, może przeszło by im to szczęście. Mogli by pomieszkać w oficynie bez światła z kiblem na dworze, wąchając smród niemytych ciał i jedząc parszywe pomyje które nie można nawet nazwać resztkami z pańskiego stołu. 
     Wiesz, chętnie dobrał bym się do tego ich bogactwa i oddał trochę Frau Muller której stary wciąż pijany śpi pod płotem Kipkego. Zapewniam cię, że ani jej szóstka dzieci, ani sąsiedzi nie pytali by się o pochodzenie pieniędzy. Znam setki takich rodzin, niestety teraz zamiast burzyć szczęśliwość bogaczy musimy rozprawić się z tymi narodowosocjalistycznymi łotrami. 
     - jeśli już o tym wspomniałeś, powiedz skąd ten pomysł żeby szlachtować SS-manów nożami rzeźniczymi ? zapytał
     - to stara lokalna tradycja, odpowiedział Paul. Może tylko troszkę udoskonalona. Uśmiechnął się przy tym z nieskrywanym zadowoleniem. Najwyraźniej Stachowsky był autorem zmiany tego swoistego miejscowego zwyczaju. - Teraz oprócz noży mamy także krótką broń, gęsto utkaną siatkę wywiadowców, którzy nie bacząc na niebezpieczeństwo zaglądają wszędzie gdzie tylko można, dodał. Wiesz coś mi przyszło do głowy powiedział, nagle zmieniając temat. - A niech to, raz można! powiedział  czym wprawił w osłupienie swojego pasażera. - Jedziemy do  Georga Conrada, napijemy się piwka i jeszcze trochę pogadamy, może spotkamy jakąś piękną damę szukającą towarzystwa dwóch atrakcyjnych dżentelmenów, masz chyba trochę czasu ? zapytał właściwie stwierdzając fakt wyraźnie sprawiając wrażenie, że nie interesuje go odmowa.
     - tak, oczywiście. Odpowiedział bez przekonania wyrwany z zamyślenia jakie nie opuszczało go od pewnego czasu. - Powiedziałeś Conrada Georga? Jedno z tych imion musi być chyba nazwiskiem?
     - Hahahaa dobre sobie, nie przyjacielu, oba są imionami. Nazwisko tego oberżysty to Kissling odparł rozbawiony Paul. O czym tak dumasz? zapytał zaczepnie Paul. Pewnie o tej ślicznotce z którą cię widziałem na Rosenthalerstrasse?
     - widzę Paul że przed tobą niczego nie można ukryć, odparł wyraźnie niezadowolony. Echh nie przestajesz mnie zaskakiwać. Myślę o człowieku z powodu którego znalazłem się w Oswitz. Mój stary druh znalazł się w kłopotach, nagle zachorował i od kliku dni nie wiem co się z nim dzieje.
     - przewieźi go do innego szpitala, to już trzeci jeśli dobrze liczę odpowiedział Stachowsky nie kryjąc zadowolenia z faktu posiadania tak obszernej wiedzy na temat swojego rozmówcy.
     ?! Zrobił minę jak by zobaczył ducha. - Skąd wiesz o kim mówię? Paul zadałem ci pytanie ?! powtórzył z irytacją
     - spokojnie mój drogi, przecież wiesz, że jestem twoim aniołem. Jak mogłem nie wiedzieć że chodzi o profesora, skoro tyle uwagi poświęcałeś mu przez ostatnie dni. Zresztą gdyby nie to moje stróżowanie to nasz znajomy pływak z Ransen zostawił by na twoim serduszku niewielką pamiątkę, czy nie było by tak? zapytał wyraźnie zadowolony. 
     - Śmiertelną pamiątkę, do której Święty Piotr idealnie dopasował by kluczyk, ten sam którym otwiera bramy niebiańskie. Odpowiedział zrezygnowany. - Po raz kolejny muszę ci podziękować, dodał.
     Jednego Paul nie mógł wiedzieć. Stara kobieta panująca nad podziemnym miastem nigdy nie opowiedziała by mu tego wszystkiego co wyjawiła właśnie jemu. Nie mógł też wiedzieć jakie myśli kłopoczą i frasują piękną buźkę pewnej młodej breslauerki. Kobiety która jak spełniająca się przepowiednia nadawała sens jego życiu i pchała do działania. 
       - do którego szpitala przewieźli profesora? zapytał wyraźnie zdenerwwany
     - nie wiem, mój człowiek nie nadążył za ambulansem, sierota wybrał się na zwiady rowerem, jednak jest już na tropie i nim wstanie świt, będziemy wiedzieć gdzie przewieźli twojego, jak go nazwałeś druha.
     Jechali wciąż szeroką aleją która przeszła w Schweidnitzer Strasse. Pomnik Tauentziena z olbrzymią bryłą domu handlowego AWAG wprowadziły ich w ścisłe centrum miasta. Przed okazałym hotelem Monopol skręcili w wąską drogę i po chwili mijając po lewej stronie rezydencję królów pruskich. Gdy skręcili w prawo Paul powiedział. 
     - tu zaparkujemy, Junkerstrasse jest niedaleko.
     Ulica jak przystało na jedną z najbogatszych w Breslau mieniła się tysiącem barw i bogactwem zdobień. Nie bez powodu właśnie tu najbogatsi mieszkańcy postanowili ulokować swoje posiadłości. Bliskość rynku i zamku z pewnością nobilitowała posiadaczy von  przed nazwiskiem w oczach gości którzy chętnie przybywali tu z głębi Niemiec.  
     - aż dech zapiera, pomyślał spoglądając na mijany za plecami pałac Wallenberg-Pachalych i stojące tuż obok kamienice, nie zwróciłem wcześniej na niego uwagi .
     - to miasto miewa naprawdę wspaniałe oblicze, powiedział głośno w kierunku Paula.
     - co mówiłeś? zagapiłem się na jedną miłą panią, odpowiedział uśmiechnięty kompan. 
     - nic szczególnego, chciałem powiedzieć, że nie dostrzegałem wcześniej piękna ukrytego w tych kamieniach. Odpowiedział. - Słuchaj Paul, dlaczego wybrałeś akurat tą knajpę, zapytał.
     - już ci mówiłem, idziemy na piwo, a nigdzie nie piłem tak dobrego bawarskiego złotego napoju. Poza tym jest jeszcze coś, lubię wspierać swoich. 
       - ? zdziwił się po raz kolejny, czym dał wyraz zmarszczonymi brwiami i cofniętym podbrudkiem
     - co ty takie dziwne miny dzisiaj robisz? Powiem ci teraz bo w środku mogą przesiadywać brunatne żołnierzyki. 
     - Georg - właściciel piwiarni, który jest wnukiem, czy prawnukiem. Podrapał się przy tym po brodzie próbując sobie przypomnieć które to już pokolenie Kisslingów rozlewa do kufli piwo w tym miejscu. - innego Conrada, ciągnął dalej, jest obecnie oficerem Wehrmahtu i jeśli się nie mylę, jego sympatia dla Hitlera jest, jak by to powiedzieć mało entuzjastyczna. Wcale bym się nie zdziwił gdyby w przyszłości nasz miłośnik drobnych bąbelków wywinął jakiś numer kochanemu Adolfowi.
     Nic z tego nie rozumiał, wiedział jednak że Stachowsky jako rodowity Breslauer zna każdy kąt tego jak się okazało pięknego miasta.
    

    


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz