sobota, 26 października 2013

Dwudziesta pierwsza część wrocławskiej opowieści

     

część dwudziesta pierwsza

     Gdyby nie niepokój ogarniający go wciąż coraz mocniej, spacer pustą ulicą mógł być bardzo przyjemny. Stłumione odgłosy miasta, stukot pociągów przejeżdżających przez pobliski Freiburger Bahnhof uzupełniały miarowy krok. Ulica na końcu której majaczyła sylwetka ceglano-czerwonej szkoły ludowej o mały włos przed laty nie zmieniła się nie do poznania. Szeroko zakrojone plany budowy w tym miejscu drapaczy chmur nadały by jej iście nowojorski sznyt. Tym czasem niepozorna robotnicza pierzeja wydawał się zapraszać do swojej głębi. Niedostępne podwórka zionęły chłodem a ogromna pętla tramwaju towarowego imponująco stawiała kropkę na i przemysłowej części miasta. Tuż za skrzyżowaniem wyłoniła się bryła okazałej świątyni St. Trinitatiskirche i mury szpitalne.
     Spokój nocnego uśpienia przerywały od czasu do czasu głośne rozmowy sanitariuszy i nadjeżdżających ambulansów. Szedł pchany jakąś siłą, nie do końca przekonany o słuszności obranego kierunku. Właściwie oczy mu się już zamykały u Kisslinga, jednak nie zamówił taksówki, nie wsiadł do tramwaju. Wstał grzecznie się pożegnał i poszedł w kierunku dworca. Przez cały czas zadając sobie wciąż to samo pytanie – Po co? W normalnych warunkach, w innym mieście wtulał by się w poduszkę własnego łóżka, jednak tu nauczył się, że nie można ignorować intuicji, pozornie błahych rozmów i znaków które niespodziewanie wyznaczały kierunek. Był dla siebie gwiazdą polarną i kompasem, zresztą z zamglonego nieba Breslau i tak niewiele mógł odczytać.
     - Szybciej, została jeszcze chwila
Obrócił się w kierunku uchylonych drzwi kamienicy, stała tam kobieta tak samo tajemnicza jak to miasto. Królowa podziemi, jedna z bezimiennych
     - Na co chwila? Dobry wieczór i skąd pani się znalazła na tej pustej ulicy w środku nocy? Zapytał zupełnie spokojny. Obserwował bacznie kobietę i choć wiedział że ze strony jej podziemnych karykatur nic mu nie grozi bardzo ostrożnie zbliżył się do bramy.
     - Nie zadawaj tyle pytań, dobrze wiesz że zostały minuty… chodź prędko. No pośpiesz się ! krzyknęła w końcu
Na pierwszym piętrze po drugiej stronie ulicy zapaliła się lampka, ktoś zbudzony nocną rozmową postanowi sprawdzić co niepokoi tą zazwyczaj spokojną okolicę. Kremowe firanki wolno się przesunęły. W oknie stał mężczyzna w białym podkoszulku. Poprawił szelki i energicznie otworzył wolno okno.
     - Co tu się dzieje? Spać ! i zamknąć mordy!
Wrzasnął przez okno podrywając ze snu innych sąsiadów. Po chwili cicha ulica zaczęła szeleścić i zgrzytać kolejnymi wzburzonymi głosami.
     – Zamknąć ich! ktoś krzyknął, - Wynocha! Piszczącym głosem wtórował chuda rudowłosa brzydula z naprzeciwka.
Niesamowite jak szybko uśpiona Siebenhufener Strasse stała się gwarnym jarmarkiem. Wszyscy uczestnicy pyskówki bardzo zaspani wylewali żale o braku spokoju, konieczności wypoczynku i rozliczeniu chuliganów. Nie spodziewali się że w bramie oprócz kobiety i mężczyzny znajduje się ktoś jeszcze.
     Wyszedł wolnym krokiem, czarny kapelusz naciągnięty na głowie zasłaniał oczy, jednak płonąca się pochodnia oświetlała twarz ukazując ogromne ropiejące strupy. Takie same jakie nosił na dłoniach i z pewnością na pozostałych częściach ciała. Stanął na środku ulicy i wpatrując się w twarze mieszkańców którzy nagle ucichli powiedział wolno i dosadnie
     - nie, to ty wy moi kochani zamkniecie swoje nazistowskie mordy albo podpalę tę budę a każdego pragnącego wolności przytulę mocno do serca, ofiarowując mu odrobinę siebie
     Okna momentalnie się zamknęły, światła zgasły, cisza powróciła, wiatr zagwizdał z podziwem, człowiek zniknął w bramie i nikt nie był pewien czy to się wydarzyło.
Właz do kanału był otwarty, weszli ostrożnie. Wzrok powoli zaczął się przyzwyczajać do ciemności
     - szybko, mamy mało czasu… powiedziała kobieta
     - szukaj! wydała ostrą komendę i uwolniła karabińczyk skórzanej smyczy
     z krótkiego rzemienia, na czterech kończynach niczym łowny pies ruszył do przodu mężczyzna. Szalony wzrok oraz piana w kącikach ust nie pozostawiały złudzeń. Warcząc i szczekając zachrypniętym głosem ruszył do przodu, niemal od razu słychać było przeciągłe piski i wycie pełne triumfu. Po chwili w kanale zaczęli odnajdywać rozrzucone pod ścianami mokrego tunelu, zagryzione szczury. Niektóre młode inne wielkości średnich kotów-  potężne osobniki pamiętające wspaniałe uczty nad topielcami. Odraza i wzburzenie jakie malowało się na jego twarzy szukały wyjaśnienia ze strony przewodniczki po podziemnym mieście.
     - Co cię tak dziwi? zapytała zupełnie spokojnie nie tracąc tempa marszu. - W naszym świecie homo sapiens to tylko jeden z gatunków. Są tu ludzie-psy ludzie-koty ludzie-muchy, młodociane prostytutki zakażone wszelkim robactwem, zżerającym ich wnętrzności od środka. Kiedy poznasz ich bliżej przyzwyczaisz się.
     - poznam ich bliżej? nie mam zamiaru bratać się z tą drużyną. Odparł
     - obawiam się że przez jakichś czas będziesz do tego zmuszony, już wkrótce sam przyjdziesz szukać schronienia, kiedy miasto zacznie cię dusić a z każdego rogu zimna stal dotykać będzie twojej skroni, zresztą sam zobaczysz...
     Czyżby była to zapowiedz nowych okoliczności w których miał się znaleźć? Nie ignorował tego, podobnie jak nie lekceważył krótkiego rozkazu wejścia do podziemi. Szerokie sklepienie murowanego tunelu lepiło się od śmierdzącego śluzu. Buty grzęzły w mule naniesionym przez deszczówkę. Znalazł się w krwiobiegu Breslau bez którego miasto zatonęło by pod wezbranymi wodami Odry i wszystkich jej dopływów. Z pewnością gdyby nie misternie utkana sieć kanałów, śluz i przepustów, odrzańskich wysp w ogóle by nie było.
     - Dokąd idziemy? zapytał
     - Twojemu przewodnikowi zostały minuty, tylko z tobą może rozmawiać, może uda ci się wydobyć od staruszka pozostałe ekslibrisy.
     A więc nie chodziło o jego przyjaciela, czyżby coś zagrażało eleganckiemu staruszkowi z Sępolna? ta i inne myśli zaprzątały jego głowę. Nie spostrzegł nawet kiedy dotarli do miejsca w którym kanały się rozwidlały.
     - Dalej pójdziesz sam - właz jest otwarty. Tuż obok wieży ciśnień zrozumiesz cel swojej wędrówki, i pamiętaj - postaraj się, od tego wiele zależy. Do zobaczenia wkrótce... Powiedziała i skręciła w lewą odnogę miejskich kanałów. Słyszał jeszcze oddalające się kroki i ujadanie człowieka-psa. Nad głową stukotem i zgrzytaniem przejeżdżał tramwaj. Powoli cisza wypełniła kanał. Studzienka oddalona o dwadzieścia metrów faktycznie była otwarta. Wysunął powoli głowę i po chwili znalazł się na ulicy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz