piątek, 20 września 2013

Szesnasta część wrocławskiej opowieści





Część szesnasta

Podróż do Krótkiej Góry która zdobyła już świętą aureolę mijała powoli. Tramwaj zatrzymywał się zbyt często na przystankach, zbyt wielu ludzi zachciało towarzyszyć mu w tej swoistej pielgrzymce. Nigdy nie był na Osobowicach, widział je tylko z pokładu parowca. Wydawały się odległą krainą, samodzielnym bytem, któremu do szczęścia potrzebny był tylko spokój i regularnie kursujące tramwaje dowożące spragnionych wypoczynku mieszczan. Wiele razy szczególnie wiosną eksplodującą zielenią i soczystością barw planował odwiedzić wspaniałą wieżę wyrastającą ponad korony drzew.  Co za zrządzenie losu, pomyślał, że akurat w dusznym tramwaju wpadła mi w ręce gazeta wydawana przez dawnego właściciela tego odległego miejsca.
Zanurzony w rozmyślaniach przerywanych co chwilę zaczepkami zaczepnych podróżnych wracał do lat minionych, do okresu szczęśliwego dzieciństwa i spokoju domu rodzinnego. Obrazy z przeszłości  wracały tworząc pełen baśni i magii tak typowej dla dorastającego chłopca. Jednak tu na bocznym siedzeniu skrzypiącego tramwaju dziesiątki takich samych właścicieli podróżnych toreb wypchanych, sądząc po zapachu wędzoną słoniną, sapała, dyszała, kaszlała i patrzyła podejrzliwie na niego. Powoli nabierał przekonania o własnym niedopasowaniu do roli jaką niemieckie społeczeństwo przypisywało mężczyznom w średnim wieku, dokładnie takim jak on. Mężczyznom  w sile wielu których głowy nie przykrywa czapka w kolorze feldgrau, a kolor koszuli nie jest brunatny.
Miał ochotę wyjść z cienia, manifestacją własnego sprzeciwu dać wyraz indywidualnego traktowania własnego człowieczeństwa. Zanurzyć się w samookreśleniu, na tyle dosadnym i bolesnym, że nikt ze zgromadzonych nie miał by wątpliwości z kim ma do czynienia.
Jednak teraz zamiast wstać i bez obcesowo odepchnąć od siebie śmierdzących przekiśniętym potem grubych właścicieli trzody chlewnej i wykrzyczeć im w tłuste świecące niemieckie twarze żeby poszli do diabła ze swoimi torbami, sprawunkami i sprawami , po prostu siedział i niby czytał gazetę połykając ze wstrętem ślinę. Jednocześnie  nie mógł zapomnieć  o swoim przyjacielu, o jego nadziei i wierze. Bez wątpieniach na podobnych na rozmyślaniach i wspomnieniach dawnych przygód minęła by cała podróż, gdyby nie to, że właśnie przekraczał Most Groszowy, odwrócił się nagle w kierunku portu miejskiego.
Natychmiast przypomniał sobie dziwne znaki na wiadomości zostawionej przez starszą kobietę w nabrzeżnym murowaniu. Jak podrażniony nerw zerwał się. Już wiedział co się dzieje,  szybki oddech, szerokie źrenice i koncentracja na najdrobniejszych szczegółach. Wiedział że ile razy mu się to przytrafia, niebezpieczeństwo czyha nie daleko. Wolał nie ryzykować dalszej podróży, wyskoczył z tramwaju na najbliższym przystanku, szybkim krokiem minął jaz na Różance, nie myślał teraz o obietnicy, szukał punktu zaczepienia, jakiegoś schronienia jednocześnie wypatrując zagrożenia. Na horyzoncie majaczyły już potężne mury Kleczkowskiego więzienia.
- Wyjdź do cholery! Ujawnij się, żebym wiedział z kim będę walczył krzyknął
Przypadkowy przechodzień spojrzał na niego z niemałym zdziwieniem postukał wymownie palcem po łysym czole, dając aż nad to do zrozumienia że miejsce takich jak on jest niedaleko i nawet tak się składa że idzie w dobrym kierunku.
                - Czemu się tak drzesz? pół miasta cię usłyszy a przecież ani ja ani ty tego nie potrzebujemy
                - Paul? To ty?
                - No dziwisz się, jak byś ducha zobaczył. Stachowsky w doskonałym humorze nieco kpił sobie z niedoszłego pątnika
                - Wiesz, ja, to znaczy, yyy, miło cię widzieć, co tu porabiasz?
                - Co ty się tak jąkasz przyjacielu? Może masz ochotę na jednego?
                - Nie dziękuję powiedział to niepewnie i zupełne bez przekonania. Właściwie to miał ochotę na jednego i drugiego i trzeciego
                - Oj coś kręcisz, znam świetne miejsce nie daleko stąd, spodoba ci się, Mrugnął przy tym wymownie
                - Właściwie muszę już iść, zmierzałem właśnie na Osobowice, powiedział
                - Czyli jedziemy w tą samą stronę, odparł rzeźnik wyraźnie ucieszony, umówiłem się u Hübnera z pewną rudą pięknością
                - A Frau Stachowska?
                -Chciałeś mi zrobić przykrość ? to ci się udało mój drogi, echh żeby cię …
Rozmowa brnęła w niebezpieczne dla obu rejony. Paul musiał by coraz więcej powiedzieć o dość krępującej obyczajowo rudowłosej znajomości, natomiast jego przyjaciel wchodził by w arkana pożycia państwa Stachowskych na co nie miał specjalnie ochoty.
                - Zrobimy tak,  ty załatwisz swoje sprawy, a  ja w tym czasie rozmówię się z moim kociakiem i spotkamy się na miejscu, W końcu będzie czas żeby spokojnie porozmawiać.
                - Zgoda,  powiedział – jednak gdybym długo nie wracał proszę podejdź do Krótkiej Górki , mam przeczucie że coś złego wisi w powietrzu…
Tym razem pytanie brzmiało: jaką gazetę czytał w tramwaju i gdzie chciał go wyciągnąć Stachowsky?

Odpowiedz na oba pytania znała niezawodna Pani Marta ;-)


Oczywiście nasz bohater czytał Schlesische Zeitung jedną z najpopularniejszych dzienników Breslau. Siedziba gazety mieściła się w domu wydawniczym Kornów. Schlesische Zeitung był najstarszą gazetą wydawaną w Breslau. Ukazywała się niezmiennie od 1734 aż do 1944. Sama nazwa "Dziennik Śląski" funkcjonowała od 1742 kiedy to skrócili nieco przydługawą nazwę "Uprzywilejowana Śląska Gazeta Państwowa na czasy Wojny i Pokoju". 
W zasadzie dziennikiem stała się dopiero w roku 1828, wcześniej ukazywał się tylko trzy razy w tygodniu. Na uwagę zasługuje fakt, że już 40 lat później wychodziła trzy razy dziennie. Dom wydawniczy Kornów mieścił się przy ulicy Świdnickej w nieistniejącym dzisiaj budynku pod adresem ul. Świdnicka 47-48. 



Można było w nim oprócz zamawiania gazet przy odrobinie szczęścia nacieszyć oczy bogatą kolekcją Kornów. Wśród eksponatów tego prywatnego muzeum były obrazy Michała Willmana, Johanna Georga Platzera, Jana van Huysuma oraz Philipa Sauerlanda. Warto również zauważyć że Jan Korn stał się wydawcą prasy wrocławskiej w wieku 31 lat co w dzisiejszych warunkach mogło by być trochę trudniejsze.
 Jak przystało na siedzibę potentata, gabinet właściciela wyglądał imponująco. Zdjęcia przedstawiają stan na 1913 rok.

                                                                                                                                                            fot. Wratislavia Amici

Nasz bohater wraz z Paulem umówili się w Etablissementcie Hübnera przy ulicy Osobowickiej 89. Dzisiaj w tym miejscu mieści się drukarnia KEA wcześniej, już  w okresie PRL-u mieścił sie tam Dom Marynarza w którym nie jeden marynarz słodkich wód stracił wątek podczas suto zakrapianych przyjęć. Obecny właściciel, choć nic nie ma wspólnego z rozrywką przynajmniej wyremontował dawny gościniec przywracając mu dawną świetność

W roku 1943 nie było już tego czerwonego budynku na miejscu którego jest obecnie wał przeciwpowodziowy a sama ulica Osobowicka przebiega dokładnie tam gdzie na pocztówce siedzą zadowoleni goście.






 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz