wtorek, 9 lipca 2013

Wszystko zaczęło się 25.11.2012



Może nie wszystko, ale cotygodniowe konkursy Sklepu Irena zaczęły się od Manfreda von Richthofena (02.05.1892) a właściwie herbu jego rodziny którego dotyczyło pytanie. Pierwszy konkurs wygrała Pani Agata.
Co do pytania konkursowego herb należał do rodziny von Richthofen, sam Manfred wrocławiak jak my niestety długo nie pożył. Miał zaledwie 26 lat kiedy strzałem w serce został zabity 21.04.1918. Warto dodać, że krótkie żołnierskie życie rozpoczął niezwykle wcześnie. Właściwie jako 19-to latek był już świetnie wyszkolonym adeptem prestiżowej berlińskiej uczelni GrossLichterfelde i absolwentem Walhstatt do której wstąpił jako jedenastoletni Fredek. 


Błyskotliwa kariera wojskowa późniejszego Czerwonego Barona jest powszechnie znana, najpierw była wielka miłość do koni i służba w zwiadzie kawaleryjskim, później pojawiły się samoloty i skuteczność o jakiej współcześni piloci mogą tylko pomarzyć. W osiemdziesięciu potyczkach powietrznych był zwycięzcą. Pomimo blasku sławy jaki na niego spłynął, to co sam myślał o wojnie i w jakim był nastroju szczególnie pod koniec, chyba najlepiej oddaje klimat tamtych dni:

"Obecnie walki na froncie stały się piekielnie poważną rzeczą. Niewiele pozostało "z tej świeżej, radosnej wojny", jak początkowo nazywano nasze działania. Teraz wszędzie musimy bronić się do ostatniego żołnierza, by nieprzyjaciel nie wtargnął do naszego kraju. Ogarniają mnie ponure myśli, że ludzie odbierają mnie z "Czerwonego myśliwca" jako innego Richthofena - nie takiego, jakim sam siebie przedstawiłem. Gdy spoglądam na siebie jako postać książkową, uważam się za nieco bezczelnego. Obecnie niewiele pozostało z mojej bezczelności. Nie dlatego, że wyobrażam sobie jak to będzie, gdy któregoś dnia dopadnie mnie śmierć. Choć często będę wspominał, że mogło to nastąpić. W Sztabie Generalnym stwierdzono, że nie powinienem latać sam, gdyż któregoś dnia mogę oberwać. Byłbym nieszczęśliwy, gdybym teraz, okryty chwałą i medalami, czerpał korzyści ze swej sławy żyjąc na tyłach, aby utrzymać moje kosztowne życie dla narodu. I to w czasie, gdy każdy biedny chłopak w okopach, który spełnia swój obowiązek tak, jak ja, jakoś wytrzymuje.
Po każdej walce czuję się żałośnie. Prawdopodobnie są to skutki rany głowy. Gdy stawiam z powrotem stopę na ziemi lotniska, to chcę jak najszybciej znaleźć się w swoich czterech ścianach. Nikogo nie chcę widzieć i z nikim rozmawiać. Uważam, i tak jest w rzeczywistości, a nie tak, jak wyobrażają sobie ludzie w Ojczyźnie - że można wszystko załatwić krzycząc "hurra" - że wszystko jest bardziej poważne i zażarte"


Sam Manfred był uczniem innego wspaniałego lotnika - Oswalda Bolckego. Richthofen za życia, jak i po śmierci miał wielu uczniów i naśladowców między innymi Ernsta Udeta, który sam skończył tragicznie, jednak nad wyraz honorowo. Po tym jak jako pilot sportowy tuż po zakończeniu I wojny święcił triumfy w lotnictwie, został w 1939 roku generalnym feldmarszałkiem Luftwaffe, jednak wspaniałą karierę przerwał sam Ernst popełniając samobójstwo w 1941 roku, uznał że to jedyny sposób na zmycie z siebie hańby pozwolenia - wbrew wcześniejszym zapewnieniom, że żaden aliancki samolot nie nadleci nad Berlin.

Dlaczego akurat pytanie o Manfreda von Richthofena ?
Po pierwsze dlatego, że urodził się w Breslau i mieszkał przy ulicy Kaiser Wilhelm Strasse 92

po drugie dlatego, że do 1945 w naszym pięknym mieście pozostało sporo miejsc upamiętniających Asa przestworzy.
Czy wiecie że obecna ulica Górnicza to właśnie dawna Richthofenstrasse, a obecnie zapomniany, dawny Schmuckplatz czyli plac Wiślany na cześć wielkiego lotnika został przechrzczony  z "Ozdobnego" na Manfred-von-Richthofen-Platz.


Obecna ulica Pękalskiego na wrocławskim Oporowie to również jedno z tych miejsc które Richthofena upamiętniały i nie pozwalały zapomnieć o jego dokonaniach.  Zresztą, Stadion Śląski który na krótko zmienił patrona, i cudowną krainę zastąpił Hermann Göring w pewnym sensie również otarł się o legendę Richthofena. Nie zapominajmy, że Göring był ostatnim dowódcą legendarnego dywizjonu Jagdgeschwader Nr. I którego pierwszym dowódcą był właśnie Manfred von Richthofen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz