środa, 10 lipca 2013

Wrocławski Rzezimieszek



Są miejsca i postaci które czasami niepozornie się uzupełniają, dopowiadają pewną miejską legendę. Podobnie było i tym razem, dlatego 03.02.2013 pojawiło się takie oto pytanie:


Co i dlaczego ma wspólnego, rzeźnik z łąką pijaków i ulicą Sokolniczą we Wrocławiu ?. Dodam, że jak zwykle w tego typu historiach ma swój udział ówczesne duchowieństwo...

Pytanie miało także swój wstęp, wiadomo jak to w bajkach, tylko, że tym razem to nie była bajka:

Dawno dawno temu nie tylko Nowy Jork miał swoje gangi, W mglistym Breslau setki lat temu stupięćdziesięciu uzbrojonych drani pod rozkazami pewnego rzeźnika zaszlachtowało naprawdę sporo bogaczy zabierając im kosztowności...
Setki lat temu potomkowie krwawej bandy w Breslau już na nikogo nie napadali, oddawali się miłości swojego życia - destylatowi robionemu na prędce Z pijakami nie można było sobie poradzić banda była do tego stopnia niesforna, że aby się jej pozbyć trzeba było wykarczować całą łąkę na której się spotykali. Sama łąka wzbudzała jeszcze inne emocje wśród wrocławskich notabli...
Jest wreszcie we Wrocławiu ulica Sokolnicza...



A teraz rozwiązanie: 

Dawno dawno temu wrocławski biskup Franciszek Ludwik Neuburg który w 1683 roku, w wieku 19-tu lat został Biskupem Wrocławskim,  zbudował sobie na Popowicach pałacyk, wiadomo, młodość ma prawo do fantazji, a że sam Biskup pochodził z książęcej rodziny to i z groszem się nie liczył. W końcu to właśnie jego siostra Eleonora została żoną cesarza Leopolda I. Po latach Biskup przestał się interesować swoją posiadłością a sam pałacyk popadł w ruinę, stając się siedzibą innego znanego wrocławianina - "Buthera" z Breslau któremu na imię było Manduba - nie był on zwykłym bandziorem. Raz, że był rzeźnikiem a dwa, że bezwzględny był w stosunku do bogaczy których zabijał i grabił w sposób niebywały, jest jednak element romantyczny w całej tej opowieści, Manduba dzielił się łupami z biedotą wrocławską, której na każdej ulicy nie brakowało. 
Nie wiadomo z jakich powodów Manduba został zabity przez swoich kompanów. Wiadomo, że pochowali go na Dąbiu, dlaczego tak daleko? - nie wiadomo. 
W końcu z Popowic na Dąbie ładny kawałek, może nie chcieli aby prosty lud go czcił jako bohatera, może chcieli żeby pamięć o nim zaginęła. 
Wcześniej jednak nasz rzezimieszek próbował sobie ustatkować życie, żeniąc się z pewną młodą panną  która mieszkała na Rakowcu. Manduba słowem nie pisnął o swojej profesji, jednak wiadomo - kłamstwo ma krótkie nogi i krwawa przeszłość pana młodego ujrzała światło dzienne. Młodej żonie świat się zawalił i blisko nie postradała zmysłów, w tym samym czasie okazało się że nowożeńcy spodziewają się dziecka a i uciec z domu niewoli nie miała jak, bezwzględni kamraci "Butchera z Breslau" pilnowali pięknej żony i młodej córeczki Marysi. Czternaście lat trwała ta udręka, prześladowania, szykany, strach i bezsilność matki i córki. W końcu o nieszczęściu dowiedział się dzielny brat Pani Mandubowej. Postanowił wyrwać ją z więzienia, rozgorzała bitwa, zażarta, bezlitosna, zwycięzcą mógł być tylko jeden człowiek, niestety nie było happy endu. Brat pięknej "Isaury" zginął, siostra gdy tylko się o tym dowiedziała popełniła samobójstwo a młoda Marysia uciekła. Od tego czasu wrocławski Rakowiec nosił imię nieszczęśliwej Marysi. Marianowo, Marienau a póżniej Morgenau taką ma właśnie historię 




Na Popowicach skąd Manduba rozpoczął swój marsz, leżała wspomniana łąka pijaków. Z powodu częstych awantur w tej okolicy, jakich dopuszczali się miłośnicy wysokich procentów i niemocy z poradzeniem sobie z zaistniałą sytuacją, łąka została wykarczowana, koniec kropka. 
Ta sama łąka określana przez miejscowych jako Zankholwiese była kością niezgody pomiędzy mieszkańcami gminy Popowice i Wrocławiem. Po stu latach, pod koniec XVIII wieku została przyłączona do Breslau. 
W końcu inna popowicka łąka miała w XIX wieku nowego patrona, tego samego którego dotyczy ulica Sokolnicza czyli Friedricha Ludwiga Jahna. Popowicka łąka czyli Jahnwiese była miejscem stworzonym do uprawiania gimnastyki, czy jak kto woli ćwiczeń fizycznych których to właśnie ojczulek Jahn był propagatorem i wynalazcą. Pamiątkowy kamień łąki Jahna do dzisiaj na Popowicach można znaleźć. 



Sam Friedrich Ludwig Jahn urodził się w 1778,  po tym jak przeżył 74 lata zmarł zostawiając po sobie coś co obecnie określa się jako WF, czyli wychowanie fizyczne - system treningowy, przeznaczony i dedykowany głównie młodzieży, co prawda czystego sumienia Friedrich nie miał, bo swego czasu swoją naukę zaadoptował na potrzeby polityczne w sposób znany póżniej z lat 30-tych XX wieku. Przez pewien czas związany był z korpusem Lützowa, szkoląc młodych silnych zdrowych pruskich nacjonalistów.




W latach 1945 - 1948 ulica Sokolnicza była samozwańczo nazywana przez nowych wrocławian ulicą Jana, biedni przesiedleńcy nie znali genezy tej nazwy, podobnie jak mieszkańcy ulicy Modrej z wrocławskiego Kozanowa, ale o tym innym razem...
Wspomniana sporna łąka znajdowała się nie opodal Grobli Kozanowskiej. 

Tak więc wszystkie tropy zimowego konkursu przywiozły nas na Popowice, które podobnie jak Kozanów mają do zaproponowania dużo więcej niż tylko bloki z wielkiej płyty, sam Manduba i jego dzieje spokojnie mogły by stać się kanwą scenariusza do nie jednego filmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz