środa, 3 lipca 2013

Trzecia część wrocławskiej opowieści

 


część 3
 
... opierał się ciężko o parapet okna zaglądającego do świetlika, którego nawet letnie słońce nie było w stanie ożywić, wyrwać z letargu Kletschkau. Pomimo tego, że Einbaum Strasse na całej swojej szerokości przykryta była śnieżnobiałym pył...em, życie toczyło się normalnie, zupełnie tak jak by nikt nie zwracał uwagi na to, że cały transport mąki z młyna w Rosenthal przed chwilą rozwiał się na wietrze z roztrzaskanej ciężarówki. Dopiero strzał, krótki i głuchy zwrócił uwagę przechodniów. Hałas dobiegł z kamienicy numer 8. Zbiegł szybko po schodach, poprawiając w biegu kapelusz wyskoczył na ulicę. Przed drzwiami przypominającymi raczej wrota do morskich podróży, nieopodal witryny Wurst Fabrick Richarda Friebe w kałuży krwi leżał mężczyzna. Jeszcze żył kiedy podbiegł do niego po ostatnie słowo, po ostatnie westchnienie, po ostatni gest który dla żadnego z ciekawskich przechodniów nie był tak czytelny jak dla niego. Pewien charakterystyczny sposób w jaki żegnali się uczestnicy tajnych spotkań na trzecim piętrze kamienicy numer 30 przy Liegnitzer Strasse nieopodal pomnika Alfreda Vocke. Najprawdopodobniej tylko on zauważył postać wsiadającą do samochodu zaparkowanego zaledwie 3 bramy dalej. To nie mógł być przypadek. Ten sam sposób wykonania wyroku, dokładnie w tym samym miejscu sącząca się krew, to musiał być On. Szybkim krokiem udał się w miejsce gdzie rzymscy bogowie rozświetlali całe kwartały ulic aby opowiedzieć o swoim nie udanym spotkaniu i o tragicznej śmierci jednego z bezimiennych konspiratorów. Jednego z tych anonimowych bohaterów, który być może dzięki swojej charakterystycznej fizjonomii został zapamiętany przez Anioła Śmierci. Zapytał tylko, a właściwie potwierdził kolejny kontakt. Miejsce znał już wcześniej, ulica która przykryta cieniem dębów posiadała pod numerem 17. Znał dobrze wspaniałą willę, która kojarzyła mu się nie tylko z poświęceniem i śmiertelnym niebezpieczeństwem ale także, a może przede wszystkim z miłością odkrytą na nowo...
Co łączy wskazane miejsca, gdzie nasz bohater zameldował o śmierci towarzysza i o jaki pomnik ? to pytania konkursowe.
 
Odpowiedź znał Pan Paweł: "miejsca łączy osoba architekta Heinricha Lauterbacha, pomnik to Ucieczka z Egiptu, a o śmierci towarzysza zameldowano na ul. Zielonego Dębu 17"
 
Dokładnie tak tematem wilkiej gry było życie i twórczość Heinricha Lauterbacha. Herr Heinrich, wrocławiak jak my zaprojektował również willę na Zielonego Dębu 17 w ramach WuWa, co do pozostałych tropów to warta uwagi jest kamienica na Kraszewskiego pod wskazanym adresem oraz strzępy Westendu czyli Szczepin w swojej modernistycznej odsłonie który można jeszcze dzisiaj odkryć przy ul. Słubickiej.
Sam Lauterbach odpowiedzialny jest również za willę przy ul. Karłowicza 16. ul. Awicenny 18, siedzibę rodową Sigismunda Steinbauera przy ul. Braci Gierymskich 89 Warto odwiedzić wskazane adresy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz