piątek, 12 lipca 2013

Szósta część opowieści wrocławskiej

część szósta

… Nie było czasu na myślenie, miejsce drugiego spotkania zostało  jasno określone podczas zdawkowej, wręcz lakonicznej rozmowy. Tak na prawdę nie miał na to żadnego wpływu. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że  aby uzyskać brakujące informacje musiał dostać się do Zimpel. Pamiętał wciąż przestrogę jaką usłyszał błądząc ledwo żywy po nieznanych ulicach Breslau. Ostrzeżenie, które jak mantra wracało do niego do lat.
„Strzeż się orła, jedynie lwu możesz zaufać”
Pomimo złych przeczuć które nie opuszczały go od kilku dni jednym z Breslau Straßenbahnen udał się w podróż która mogła być jego ostatnią. 
Brak świadków, brak świateł, nikłe szanse ucieczki w razie kontroli dokumentów. Te trzy myśli zajmowały  całą jego uwagę. Nie zauważył nawet mijanej po lewej stronie dostojnej Jahrhunderthalle, której ekspresjonistyczna bryła przykuwała uwagę wszystkich, zarówno mieszkających tu od urodzenia Breslauerów, jak i przyjezdnych turystów. Pewnie gdyby odwrócił na chwilę wzrok, zobaczyłby, że także i to miejsce nie uniknęło nachalnej, wszechobecnej manifestacji jedności NSDAP. Czarne krzyże przekrzywione złowrogo stały się od wielu lat jedynym symbolem dla wszystkich niemieckich miast. 
W sercu orła przy Kreuzhschnabelweg w cieniu wieży Gustav Adolf Gedächtniskirche czekał na niego starszy mężczyzna, ten sam który podczas ostatniej rozmowy w cieniu dębów w pobliżu miejskiej fosy, opowiedział o początkach powstania złowrogiej grupy czcicieli demona. 
Nienagannie ubrany starszy pan, średniego wzrostu o bardzo przyjemnej aparycji i nad wyraz uważnym spojrzeniu, stał lekko oparty o hebanową laseczkę w doskonale skrojonym garniturze.  Stojąc tak w markowym kapeluszu, był żywym, namacalnym wspomnieniem czasów, kiedy wartość intelektualna wykonywanej pracy przenosiła się na status ekonomiczny, a spokój i możliwość twórczego myślenia nie były zaprzęgnięte w tryby machiny wojennej. 
- Prawdziwa rzadkość w tych trudnych czasach,  pomyślał spoglądając na doskonały zegarek kopertowy rozmówcy.
Starszy człowiek  podobnie jak ostatnio,  bardzo ostrożnie dobierając słowa, nieśpiesznie i właściwie ledwo słyszalnie powiedział mu coś, co stanowiło raczej rebus niż jasną instrukcję, wyraził się jednak dostatecznie zrozumiale, przynajmniej na tyle, że krótka charakterystyka miejsc, osób i wydarzeń z przeszłości były dla niego czytelne. Ostatnie zdanie jakie zawisło pomiędzy rozmówcami było podczas tego spotkania najważniejsze.
- czas bywa złośliwy, przeznaczenie nie wybacza pomyłki, Oni  o tym wiedzą, dlatego pośpiech jaki ostatnimi zaczyna wyznaczać rytm ich działań może być dla nas wybawieniem. Pamiętaj, symbole ukryte w mieście – w różnych jego częściach, pozornie upiększają bezbarwne ulice są częścią pewnej całości,  przechodzień zajęty własnymi myślami często nie zwróci na nie uwagi
- jakie to symbole?! przerwał mu niecierpliwie, wyczuwając podskórnie że nagła zmiana pogody, szczególnie w tym miejscu nie zwiastuje nic dobrego.
- miarą przyzwoitości, nawet w tak skłębionych i pokrzywionych czasach jest szacunek którym matuzalem chroniony jest przez swego młodszego adwersarza przed przekrzywieniem optyki oglądu i interpretacji odwiecznych zasad, także i w tym przypadku mój drogi synu, proszę o cierpliwość.
Pierwszy raz zwrócił się do niego z taką czułością, być może była to tylko forma, pewien ciepły sposób prowadzenia rozmowy, jednak efekt jaki starszy mężczyzna osiągnął był z miejsca wyczuwalny. Cisza, którą przecinały jedynie z dala dobiegające odgłosy miasta.
                - najczęściej zwierzęta, ale pojawiają się również bardziej zamaskowane znaki których odczytanie jest jak wertowanie stron najlepszego przewodnika. Jednak aby czytelność zapisu mogła podpowiedzieć kierunek marszu, niezbędnym jest posiadanie busoli.
- Trafne porównanie, pomyślał, setki razy korzystał z niezmiennie skutecznych przyrządów nawigacyjnych podczas swych dalekomorskich podróży.
                - niedaleko stąd, wśród elfów i wróżek, pozornie nic nie znaczący owad przybrał znaczenie mistyczne dla grupy której szukasz. Układ skrzydeł, podział korpusu, nawet ilość kończyn są nie bez znaczenia, ważna jest również data oraz wcześniejszy zapis znajdujący się na kracie.
- co to za owad ?
- Biene
- czy są jakieś inne zwierzęta?
- o tak, cała rzesza małych niepozornych istotek niosących straszne treści
Rozmowa skończyła się nagle, jednak pożegnanie było równie ciepłe co powitanie, zachowało jednocześnie znamiona dystansu, jaki panuje zawsze pomiędzy ledwo poznanymi osobami.
Nagły wiatr, który zerwał się przed chwilą dopełnił intensywny deszcz, podnosząc  atmosferę tajemniczości do rangi wypełniającej się przepowiedni o śmiertelnym zagrożeniu, jakie niesie orzeł.
-  Ausgang !!! usłyszał zza pleców głośny chrapliwy krzyk. Obrócił się przez ramię, tuż za nim stał barczysty mężczyzna, sylwetką przypominający złotego medalistę Igrzysk Olimpijskich z roku 32. Twarz jednak i ogólne wrażenie jakie sprawiał przyniosły mu na myśl dobermana, czystej krwi rasowego mordercę.
Właśnie teraz, w ułamku sekundy  zdał sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie zetknął się z tak intensywną głębią czerni. Mundur Sturmbannführera rozświetlały dwie błyskawice, które w swej runiczności dla niego oznaczały jedno – śmierć. Krzyż wpisany w tą ulicę w sercu orła stanie się moją predystynacją pomyślał w duchu, szczególnie teraz, w obecności Sturmbannführera, Hauptsturmführera i dwóch Sturmmannów wiedział że żaden skuteczny unik nie wchodzi w grę. Podał dokumenty zezwalające na przebywanie o tej porze na ulicy.
- Masz nas za idiotów? Wszystko jasne, nie będziemy tobą zaprzątać głów urzędasów z Neue Graupenstrasse.
Z kabury wyciągnął parabellum, wycelował prosto w serce, zanim jednak nacisnął spust, spojrzał w górę, tak jak by czegoś przestraszył lub usłyszał  nad głową trzepotanie skrzydeł. 
Ta chwila nieuwagi Sturmbannführera okazała się dla niego zbawienna. Z nocy i mgły Zimpel wyłoniła się postać rosłego mężczyzny z charakterystycznym wąsem. W oczach nie było nic prócz krwi. Na chodniku nie było nic prócz krwi, w której skąpani leżeli SS-mani. Leżeli rozpłatani, jedni z przerażeniem, inni ze zdziwieniem wypisanym na twarzy. Stachowsky wraz ze swoimi kompanami kończyli dzieło, umieszczając na ciałach zaszlachtowanych SS-manów znany z nagłówków gazet napis.
- Poznaj mojego przyjaciela Kurt Löwe, to on ocalił ci życie
- A więc jednak – powiedział ściszonym tonem
- Co mówiłeś ? niezbyt dobrze słyszałem- zapytał Stachowsky
- Nic, nic, dziękuję wam... za wszystko, odparł

Tym razem pytanie było proste: o jakim owadzie mówił starszy człowiek, gdzie się znajduje ? 

                                                                                           fot. Wratislaviae Amici - użytkownik PP

oczywiście pszczółka o której była mowa znajduje się na Biskupinie, przy ul. Olszewskiego 69. Budynku wielorodzinnym za którego w tej części odpowiadał Alfred Hinderlich. Biene znajduje się na kracie dawnej Kasy Oszczędności, napisy po lewej i prawej stronie to ANNO 1936, jakie mają znaczenie dla naszej opowieści zobaczymy


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz