środa, 24 lipca 2013

Ósma część wrocławskiej opowieści


część ósma

Nim wstał świt, uczestnicy seansu spirytystycznego który zorganizowała hrabina von Pilsntz byli tyle samo zmęczeni, co podekscytowani jego wynikami. Siadając do okrągłego dębowego stołu nie spodziewali się że po kilku godzinach staną się świadkami niebezpiecznego eksperymentu. Pani domu od początku wydawała się nie obecna, pogrążona we własnych myślach zdawkowo uśmiechała się do przybyłych gości. Sprawiała wrażenie  jak gdyby każdy jej ruch krępowała plątanina bolesnych doświadczeń, cierpienia i wspomnień ludzi którzy stamtąd wrócili. Nawet dźwięki płynące zza uchylonego okna były dla niej zbyt wyraźne, każda najmniejsza zmiana tonacji wywoływała na jej ciele konwulsje, oraz coś co medycy szpitala klinicznego określali jako Incontinentia.
Właśnie w tej chwili ostry i przenikliwy krzyk z pobliskiego parku odbił się echem od szyb. Jak gdyby nóż z największym uporem rysował  metalową powierzchnię. Kobieca prośba o ratunek, wykrzyczana w najbardziej gardłowy sposób. Dziki pisk i nagle … cisza, urwana jak nić łącząca madagaskarskie koraliki w oknie Hrabiny. Trzej mężczyźni obecni w domu natychmiast, niejako na rozkaz zerwali się z foteli. Szybkim krokiem, uzbrojeni jedynie w mahoniowe laseczki wkroczyli niepewnie w spowity mrokiem las.
 Cienie drzew, oraz  księżyc ledwo dostrzegalny zza wysokich koron tworzyły swoistą grę. Leśne duchy, stwory i nimfy które na co dzień straszyły tylko dzieci w jednej chwili powstały z wilgotnego mchu i wolnym krokiem z zamkniętymi oczami były na wyciągnięcie ręki…
Carl od rana przeczuwał, że dzisiejszy dzień przyniesie niespotykany obrót spraw. Po skończonej pracy od razu udał się do domu, ostatnie osiem godzin zastanawiał się czym spowodowane jest to dziwne uczucie i metaliczny smak w ustach. Wielokrotnie spoglądał na Neudorf Strasse, jak gdyby szukając wytłumaczenia w kłębiących się chmurach i stalowym niebie. Pomyślał o Ritcie która wychodząc za niego wiele lat temu nie mogła przypuszczać, że ten sam człowiek któremu przysięgała wierność w kościele przy Schwentnigerstrasse, stanie się katem Breslau.
- Do diabła, już dawno nic mnie tak nie obezwładniało, czyżby to moi ostatni goście?
Tego dnia w udziale przypadło mu wyciągnięcie informacji od bardzo ważnego przedsiębiorcy pochodzenia żydowskiego. Normalnie w podobnej sytuacji, kierunek podróży podejrzanego był by jasno określony specjalnymi dyrektywami, jednak w tym przypadku Carl Heinrich choć by chciał, to  ani on ani jego zastępca Hubert Krieg nie mogli skorzystać z drastycznych metod, niezawodnych i niezwykle bolesnych. Krótki rozkaz zabraniał im tego ze względu na to, że więzień mógł bardzo dużo wiedzieć o konspiratorach zasłaniających się tajemniczym znakiem. Tych samych o których od miesiąca rozpisywały się gazety. Uzależniony od łaskawości przełożonych dzisiejszy „gość” brunatnego domu poznał już nie znających litości policjantów którzy prowadzili z nim rozmowę bardzo grzecznie jednak wystarczająco surowo, aby ich rozmówca w pełni pojął na czym polega powaga sytuacji i jakie zagrożenie niesie dla niego niechęć do przekazania kontaktów. Nawet jego szlachetne urodzenie nie mogło było by remedium w obliczu wypracowanych metod Huberta i Carla.
                Zamek w furcie kamienicy przy Sauerbrunnstrasse nr. 9 przekręcił się dwukrotnie, szybkim krokiem wszedł na drugie piętro, drzwi od mieszkania były otwarte. Błyskawicznie wszedł do środka rzucając czapkę i sięgając broni. Kontrola mieszkania na nic nie wskazywała, jedynie wazon w którym zawsze stały świeżo ścięte mieczyki stał pusty. Po chwili na klatce schodowej słychać było dudniące kroki zbiegającego mężczyzny.
                Rita Heinrich podobnie jak pozostali goście przybyli do hrabiny Marty von  Pilsnz zasiadła w przestronnej jadalni uroczego domku na wrocławskim Bischofswalde. Aromatyczna, wspaniała tybetańska herbata swą ostrością łagodziła nieco słodki smak konfitury pigwowej którą wraz z filiżankami podał niespełna pięć minut wcześniej kamerdyner. Oczekiwanie na mieszkającego nieopodal Dr. Ernsta Koeniga przedłużało nieco rozpoczęcie się umówionego seansu. Nie pozostawało wątpliwości, ze Doktor skrywający się w tak cudownym domu wie najwięcej o tajnikach metafizycznych podróży…

Dzisiejsze pytanie: Dlaczego Heinrich spoglądał w niebo przy Neudorf Strasse, oraz gdzie mieszkał długo oczekiwany Doktor Koenig, cóż niezwykłego było w jego domu ?

Bischofswalde to dzisiejszy Biskupin
Sauerbrunnstrasse nr.9 to ul. Kwaśna 9 we Wrocławiu

Odpowiedz na pytanie znał niezawodny Pan Paweł który tymi oto słowy odpowiedział:
"Dr. Ernst Koenig mieszkał przy współczesnej ulicy Witelona 9 (Wardein Strasse 9) w rezydencji z początku XX w w stylu śląskiego gotycko-renesansowego dworu
obronnego - połączenie baśni z rodzimą śląskością. Warte uwagi w budynku są: sgrafitto nad wejściem, bastejowa brama, zdobiona wieża ogrodowa.
A pytanie nr 1: cóż idąc za wzmianką u Krajewskiego być może patrzył na niebo na Neudorfstrasse z okna swojego biura w tzw. brunatnym domu. Choć szczerze nie jestem pewien czy o to chodzi. :-)"


Dokładnie tak!!! wspaniała okazła willa przy ul. Witelona 9 zasługuję na chwilę uwagi została zaprojektowana przez firmę Gebruder Wegener, w 2009 zakończył się remont willi, dzięki czemu odzyskała swój blask i jest jednym z obowiązkowych punktów wycieczek krajoznawczych po naszym pięknym mieście





 co do Brunatnego Domu, w którym odbywały się krwawe przesłuchania wspomina o nim w swoich pamiętnikach Walter Tausk w "Dżumie w mieście Breslau" napisał między innymi: dnia 03.04.1933 

(...) Wczoraj po południu i dzisiaj chrześcijanie opowiadali że na całym Śląsku bojkot (żydowskich sklepów) zmienił się w krwawe porachunki SA-manów. którzy otwarcie plądrowali, gwałcili, mścili się, Nie respektowano przy tym wcale rozkazów rządu i kierownictwa bojkotu. Oświadczono wręcz: "Sramy na to, co mówi rząd w Berlinie, robimy to, czego od nas wymaga nasze śllaskie kierownictwo"(...)
Patrole SA i SS przeszukują co lepsze kawiarnie i cukiernie i legitymują wszystkich gości. Tych co wyglądają na Żydów wyrzucają z lokali, tych co siedzą z Żydami a są chrześcijanami zabiera się do Brunatnego Domu przy Komandorskiej gdzie zostają "przesłuchani"(...)
Młodzi naziści, szwendajcy się dzisiaj "bez roboty" po ulicach. Margoniner jest handlarzem bydła. Uprowadzono go do Brunatnego Domu, bito go pałkami tak strasznie, że został okaleczony, ścięto mu włosy a na plecach wyciętoranę w kształcie swastyki, ranę natarto solą, włożono do niej ścięte przdtem włosy i zaszyto(...)



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz