piątek, 19 lipca 2013

Część siódma wrocławskiej opowieści




część siódma


Miasto tego dnia wyglądało wspaniale, lipcowe słońce rozświetlało miejskie bulwary, a dostojne topole rzucały cień akurat tam gdzie mieszkańcy Breslau najczęściej umawiali się na filiżankę wybornej chińskiej herbaty.
Rozbawione dzieci, zupełnie nie świadome tego co dzieje się zaledwie kilkaset kilometrów od ich ukochanego podwórka, radośnie przyjmowały zwycięstwo małej Klary, obwieszczając to gromkimi brawami i głośnymi okrzykami. Toczenie tak ciężkiego przedmiotu jakim była felga od starego Opla było nie lada wyczynem  zwłaszcza, że wszyscy uczestnicy zabawy, nie licząc Fritza Heinricha mieli niespełna 10 lat. Sam Fritz ubrany w zupełnie nowe zielone spodnie na szerokich szelkach prezentował się nad wyraz efektownie. Był już na tyle duży, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby nie codzienny trud jego ojca, nie wyglądał by tak elegancko. Nie wiedział jednak, że gdyby nie setki złamanych ludzi w katowni Gestapo, być może nie miał by nowych spodni i pięknych pantofelków a ojciec na dobranoc opowiadał by mu o wspaniałych przygodach czerwonoskórych Indian w odległej Ameryce lub o polowaniu na tygrysy w Indyjskiej dżungli. Nie wiedział że gdyby nie zajęcie jakie z największą ochotą wykonywał Carl Heinrich być może ojciec nie żegnał by się z nim szyderczym uśmiechem.
Niestety atmosfera jaką wprowadzał w domu inspektor policji nie należała, ani do sielankowej – tak ukochanej przez twardogłowych władców, piewców nowego porządku, miłośników Wagnera i runicznych symboli. Nie była też miłosierna, jak życzyli by sobie tego duchowni z Parafii Św. Boromeusza przy Gabitzstrasse.
Nawet bliskość uroczego miejsca położonego zaledwie kilka kroków od  mieszkania rodziny Heinrich, nie mogła zmienić biegu historii i  wpłynąć kojąco na tego czterdziestoletniego inspektora policji w Breslau. Nic nie było w stanie zatrzymać tej piekielnej machiny, której Carl był maszynistą. Kolejne przesłuchania w związku z planowanym umsiedlung musiały odbywać się planowo. Wiedział że sommelstelle zostały już określone a podludzie jak określali swoich dawnych sąsiadów muszą jak najszybciej opuścić mury Breslau.
 Jednak dziś w ten piękny lipcowy poranek wychodząc jak co dzień z domu przy Sauerbrunnstrasse nr. 9 nie mógł przewidzieć, że dokładnie w tym samym momencie w odległym miejscu sennego miasta zapadła decyzja o jego dalszych losach. Że grupa ludzi szykuje się do kolejnej nocnej akcji w podziemiach rozpalonego letnim słońcem miasta.
Paul Stachowski wyszedł z domu na umówione spotkanie. Przywitał serdecznie starego przyjaciela, któremu nie tak dawno wraz ze swoimi ludźmi uratował życie w Zimpel.
- Mam nadzieję, że pozbierałeś się po ostatniej niezbyt przyjemnej jak sądzę  rozmowie z Sturmbannführerem Ernstem Kaufmannem ?
- ?! czyli ty… wiedziałeś kto chciał mnie zabić w sercu tej przeklętej okolicy?
- dlaczego od razu przeklętej? Jest tam bardzo wiele sprzyjających nam miejsc… i ludzi, dla których wojna i to co się dzieje od kilku lat jest czystym szaleństwem. Ludzi którzy  podobnie jak my znają na tę chorobę lekarstwo  - niezwykle skuteczne. Uśmiechnął się przy tym nieznacznie, Jednak uśmiech nie był manifestacją dobrego humoru. Był grymasem wskazującym raczej na cynizm jaki towarzyszył wypowiedzi tego potężnego mężczyzny. Paul zakręcił słusznej wielkości wąsa i dokończył zdanie.
- poznałeś już kilku moich przyjaciół, jest nas więcej.  Teraz kiedy zobaczyłeś moich chłopców w akcji są przed tobą dwa wyjścia, albo skończysz jak nieboszczyk Kaufmann albo poznasz ich nieco bliżej a może nawet się zaprzyjaźnisz, jest w śród nich podobnie jak ty miłośników twórczości Michała Bakunina. Jestem prawie pewien, że zarówno okoliczności w jakich się poznaliśmy wiele lat temu jak i brak interwencji twardogłowych dzisiejszej nocy powiększają twoje szanse na spokojny sen w uroczym mieszkanku przy Hobrecht Ufer pod numerem 16
-?! Znałeś bydlaka który chciał mnie zabić, wiesz gdzie mieszkam… co jeszcze? Nie krył po raz kolejny zdziwienia i po tym jak uświadomił sobie że wcale nie jest anonimowy w Breslau także oburzenia.
- Myślałeś że jesteś anonimowy? Zadał jedno pytanie stając się przez chwilę czarnoksiężnikiem czytającym w ludzkich myślach. To wykluczone, wiem że podobnie jak my jesteś żołnierzem armii tego świata, jesteś mięsem które zatruje ten organizm.
Nadchodzący patrol żandarmerii zakończył to emocjonujące powitanie. Paul dyskretnym ruchem ręki zarządził zmianę miejsca dalszej rozmowy. Po przebyciu sporej odległości, wkroczyli na uświęcony teren, przez chwilę musieli zmieszać się z tłumem udając żałobników na cmentarzu miejskim w Cosel.
Uroczystość pogrzebowa jakiejś młodej dziewczyny stała się powodem kolejnych rozważań na tematy metafizyczne dotyczące w głównej mierze egzystencji i  kruchości życia, szczególnie w tak niebezpiecznych czasach. Niepostrzeżenie mijając kondukt pogrzebowy zatrzymał się w pobliżu nagrobka stojącego na skraju 46 alejki, pochylił się aby odczytać niezbyt wyraźny napis,  kiedy z nienacka podszedł do niego elegancko ubrany mężczyzna i pewnie chwycił go za rękę, przybliżył się na tyle, że granica bezpieczeństwa jaką ma każdy człowiek została wielokrotnie przekroczona powiedział cicho ale bardzo wyraźnie
- Siegfried ! wróciłeś jednak aby ją pożegnać ? To ładny gest z twojej strony, jednak to zbyt mało żeby zmyć hańbę którą się okryłeś.
- Proszę mnie puścić, powiedział zdecydowanie. Musiał mnie pan z kimś pomylić, Nie mam na imię Siegried, w ogóle nie mam imienia.
Jednak coś było w tej pewności, czyżbym miał sobowtóra? W końcu takie rzeczy się zdarzają? Pomyślał

Dzisiejsze pytania dotyczą miejsca w którym inspektor mieszkał, na czym polegał jego urok, oraz o jakich „umsiedlung” wiedział i kogo dotyczyły oraz gdzie były znajdowały się wyznaczone „sommelstelle” ? Powodzenia !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz