środa, 3 lipca 2013

Cześć pierwsza opowieści wrocławskiej


część1


Pewien człowiek świeżo po tym jak odzyskał jakiekolwiek wspomnienia z przeszłości, a właściwie strzępy tego co wiedział, gdzie był i komu mógł ufać, zawsze zamykając oczy widział tych samych ludzi.
Słyszał świst pary i czuł, co dziwne, zawsze tak samo intensywnie - ciepło bijące z obolałej od kuli piersi. Pamiętał strzał i przysiągłby że widział kulę którą otrzymał jak dar złożony w ofierze życia.... Nie wiedział dlaczego i kto w dniu jego wielkiego święta przyniósł my tak niezwykły podarunek.
Pamiętał twarz tajemniczego przechodnia, która była tak mocno poorana ostatnią wojną i cierpieniem tysięcy kobiet, wiedział również, że nie zapomni jej z pewnością  do końca życia.
Wyskoczył z sunącego się jeszcze składu Deutsche Reichsbahn. Szybkim krokiem wydostał się z plątaniny torów kolejowych i wyszedł na ulicę. Nie znał miejscowego języka, twardego, zdecydowanego i niebezpiecznego. Języka który już zawsze przypominać będzie mu osobistego anioła śmierci. Nie wiedział jak się tu znalazł oraz dokąd zmierza, tylko jedna myśl pewna jak to ze po letnim deszczu nadchodzi ulga dla spieczonych ust.
Potężna sylwetka dworca kolejowego przypominała mu zamek. Przestraszony i skulony z zimna przebiegł kolejne przecznice, biegł dobre trzydzieści minut po nieznanym mieście. Szukał za wszelką cenę schronienia. Wiedział, że nie może zaufać tym ludziom, w jakiś przedziwny, podskórny sposób wiedział również, że ze wszech miar musi wystrzegać się orła. Zaufać może tylko lwu, wspaniałemu, dostojnemu zwierzęciu, które w gęstej grzywie schowa go przed wspomnieniami, i pozwoli wyleczyć rany. 
Dopadł jednej z bram, pośpiesznie odczytał napis na szyldzie zwieńczonym złowrogim czarnym ptaszyskiem. Na tabliczce napis Victoriastrasse 118-120 był kolejną częścią układanki, zagadki którą pomimo obolałych skroni starał się rozwiązać. 
Przebiegł dalej, ocierając się o przypadkowych przechodniów. Jeden z mężczyzn zatrzymał się nagle i zmierzył wzrokiem przestraszone zwierzę, powiedział coś niezrozumiale nie kryjąc przy tym narastającego niezadowolenia. Nie minął kwadrans i ujrzał gwiazdę, nieznaną i napis Rossmarkt 10 szyld którego nie potrafił rozszyfrować. Natknął się również na innego orła mniej upiornego, nie należącego do świata bolesnych wspomnień i napis wyraźnie kontrastujący ze ścianą: Neue Gasse 18.
Wyczerpany, bliski omdlenia i załamania dotarł w końcu do miejsca gdzie lew z jednorożcem niczym gwardia przyboczna otoczyli go opieką, zapamiętał także słowa zapisane tuż pod nimi: Wallstrasse 1. Zapukał, po chwili otworzyły się drzwi...
- Dzień dobry mój drogi czekaliśmy na ciebie. Powiedział mężczyzna dyskretnie zerkający na ulicę 

Gdzie był, pod którymi drzwiami znalazł się przyjezdny i co symbolizowały orły, a co lew ?Takie było kolejne pytanie konkursowe
Odpowiedź kryła się w adresach, kluczem były kolejne lokalizacje występujących w Breslau konsulatów "i tak po kolei Neue Gasse - przyjazny orzeł, konsulat Austrii Victoriastrasse 118-120 - zły orzeł, Rossmarkt 10 - konsulat Chin, Nowa Giełda przy Wallstrase 1 - konsulat Wielkiej Brytanii czyli szukany lew" jak to określił Pan Adrian pytając od razu o nagrodę ;-)
Jednak nieoceniona Pani Marta miała świetny trop za który ukłon i szacunek oraz równorzędna nagroda, a mianowicie napisała:
"Stanął u wrót synagogi pod białym bocianem, gdzie na fasadzie znajdują się lew i jednorożec.
Lew symbolizuje plemię judy, jednorożec plemię Efraima.
Złowrogi orzeł na Victoriastrasse 118, to orzeł austriacki na budynku konsulatu tegoż kraju (obecnie ul Lwowska), a orzeł z neue Gasse 18 (obecna ulica Nowa) to orzeł na konsulacie RP."
W ten oto sposób rozwiązany został kolejny konkurs a pierwszy z serii tych pytań które ukryte są pewnej historii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz